„Artist First” czy „Artist Fake”? Polska branża muzyczna szczuje na AI, broniąc status quo, którego nie ma
Polski rynek muzyczny właśnie doczekał się własnego ruchu oporu. Projekt artistfirst.pl wystartował z pompą, manifestem i hasłem „Muzyka się zgubiła”. Twarzą tej krucjaty przeciwko sztucznej inteligencji są „prawdziwi” artyści i menadżerowie, tacy jak pomysłodawca Leopold M. Mazurkiewicz. Wsparcia (bezpośrednio lub przez narrację) udzielają gwiazdy formatu Viki Gabor, a retoryka jest prosta: złe AI kradnie, dobre gwiazdy cierpią.
Problem w tym, że cała ta inicjatywa śmierdzi hipokryzją na kilometr, a sam manifest brzmi, jakby napisał go… cóż, właśnie ten demonizowany Chat GPT.
Manifest pisany przez bota?
Zacznijmy od formy. Wejdźcie na stronę artistfirst.pl i przeczytajcie ten dramatyczny apel. Stylistyka, powtórzenia, budowa zdań – wszystko to brzmi podejrzanie syntetycznie. Czyżby obrońcy „ludzkiej kultury” sami posiłkowali się narzędziem, które rzekomo „po cichu zastępuje” twórców? To by była ironia losu, ale w świecie PR-u nie takie rzeczy widzieliśmy. Jeśli „prawdziwi artyści” nie mają czasu napisać własnego manifestu własnymi słowami, to może problem nie leży w technologii, a w lenistwie?
Kłamstwo o „kopiowaniu” i „nie tworzeniu”
Manifest powtarza starą śpiewkę: „AI nie tworzy – AI kopiuje”. Powołują się przy tym na wyroki sądów (m.in. z Monachium), manipulując faktami. Modele generatywne nie są kserokopiarkami. Uczą się zasad harmonii, rytmu i budowy utworów, tak jak student akademii muzycznej uczy się, słuchając Bacha czy Beatlesów.
Twierdzenie, że AI „odtwarza zapamiętane treści niemal dosłownie”, to techniczna bzdura, mająca na celu wystraszenie laików. Każdy, kto spędził chwilę z Suno czy Udio, wie, że można tam stworzyć coś absolutnie unikalnego, co nie przypomina żadnego konkretnego utworu z bazy treningowej. Ale narracja o „złodzieju” lepiej się sprzedaje niż prawda o „nowym instrumencie”.
Hipokryzja na salonach: Viki, Justyna i… VST?
Najzabawniejszy jest jednak aspekt „czystości rasowej” muzyki, o którą tak walczą sygnatariusze. Viki Gabor w wywiadach grzmi: „Dla mnie to jest chore”, „Nienawidzę AI” (jak wspominaliśmy w kontekście Next Music). Justyna Steczkowska i inni giganci polskiej sceny chętnie podpisują się pod hasłami ochrony „ludzkiego talentu”.
Pytanie brzmi: czy ci artyści wiedzą, na czym pracują ich producenci? Od lat wtyczki VST (Virtual Studio Technology) używają algorytmów uczenia maszynowego do poprawiania wokalu (Melodyne, Auto-Tune), generowania perkusji czy masteringu (Ozone). Czy Viki Gabor jest pewna, że w jej hicie „Superhero” nie ma ani jednej nuty wygenerowanej przez inteligentny arpeggiator? Czy producenci Steczkowskiej ręcznie kręcą gałkami kompresorów, czy używają „inteligentnych asystentów” w swoich DAW-ach?
Walka z „AI” w 2025 roku to walka z wiatrakami, bo AI jest już zaszyte w narzędziach, których „prawdziwi artyści” używają na co dzień. Różnica jest taka, że teraz to narzędzie stało się dostępne dla Kowalskiego, co zagraża monopolowi gwiazd.
Segregacja rasowa na Spotify
Postulaty „Artist First” idą w stronę absurdu. Żądają „oddzielnych kategorii dla muzyki AI” i zakazu konkurowania na listach przebojów. Chcą stworzyć muzyczne getto.
Dlaczego? Bo boją się konkurencji. Argumentują, że „Viral Top 50” był miejscem dla debiutantów takich jak Bambi czy Hubert., a teraz przejmują go „boty”. To prawda, że spamowanie platform jest problemem (tzw. streaming fraud), ale wrzucanie każdego utworu AI do jednego worka z oszustwem to manipulacja.
Jeśli utwór AI jest dobry, wpada w ucho i ludzie chcą go słuchać – dlaczego ma być usuwany z list przebojów? Bo nie stoi za nim wielka wytwórnia z budżetem na promocję? Bo „nie ma duszy”? To słuchacz decyduje, co ma duszę, a nie Leopold M. Mazurkiewicz.
Strach przed utratą koryta
W punkcie 4. manifestu pada zdanie klucz: „Jeśli nie zareagujemy dziś… stracą wytwórnie, menedżerowie…”. I tu jest pies pogrzebany. Nie chodzi o „kulturę”, „emocje” czy „człowieczeństwo”. Chodzi o pieniądze pośredników.
- Studia nagraniowe boją się, że nie będą potrzebne do nagrania dema.
- Tekściarze boją się, że Chat GPT napisze lepszy rym.
- Menedżerowie boją się, że artysta AI nie potrzebuje procentu od kontraktu.
Projekt Artist First to rozpaczliwy krzyk branży, która widzi, że jej model biznesowy się wali. Zamiast zaadaptować się do nowej rzeczywistości, próbują postawić płot, wprowadzić regulacje i zmusić słuchaczy do wybierania „certyfikowanego ludzkiego produktu”.
Podsumowanie: Artist First, Logic Last
Inicjatywa artistfirst.pl to podręcznikowy przykład luddyzmu w cyfrowym wydaniu. Ubierają strach o własne portfele w szaty obrony „wysokiej kultury”. Kłamią na temat technologii, demonizują narzędzia i chcą cenzurować listy przebojów, bo nagle okazało się, że „amator” z komputerem może stworzyć coś, co brzmi lepiej niż kolejna produkcja z fabryki popu.
Nie dajcie się nabrać na te łzawe historie o „zagubionej muzyce”. Muzyka ma się świetnie – po prostu zmienia właściciela. I to właśnie tak bardzo boli polski establishment.
Opublikuj komentarz